Post powstał zainspirowany wydarzeniami, które nie tak dawno temu mnie spotkały, a są solą w moim oku. Chyba muszę się wygadać, bo to zwykle mi pomaga, a Wy jesteście tak miłym gronem moich słuchaczy. Byliśmy na grillu u znajomych, świetna zabawa, piękna pogoda, a Helenka szczęśliwie brojąca z dziećmi. W pewnym momencie, jako osoba mająca nie tak dawno temu styczność z oddziałem położniczym, zostałam zapytana przez osobę będącą tuż przed rozwiązaniem, o warunki w naszym szpitalu. Odpowiedziałam, że warunków nie ma... Idąc tam nie oczekiwałam, że poczuję się jak w pięciogwiazdkowym hotelu, ale nie sądziłam, że spotkam się tam z aż taką znieczulicą i wyładowywaniem przez personel medyczny swoich negatywnych emocji na pacjentkach, które u progu macierzyństwa, kiedy to hormony biorą górę potrzebują wsparcia, a spotykają się z niechęcią w udzielaniu pomocy i z słowami, które już chyba zawsze będą wybrzmiewały w mojej głowie...
Polecane posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą blog parentingowy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą blog parentingowy. Pokaż wszystkie posty
środa, 6 sierpnia 2014
wtorek, 29 lipca 2014
Ciężki powrót do codzienności...
Ech, zamierzam kiedyś wrócić - ba chciałabym
nawet całkiem szybko - oczywiście do blogowania, tylko ciężko złapać
stary rytm dnia codziennego po takim długim wypoczynku. Macie jakieś
gotowe rozwiązania na spięcie dupki, wzięcie się w garść i pokonanie ogólnego niechcieja??
wtorek, 17 czerwca 2014
Od jutra...
O rany jak nas tu mało... Dziękuję Wam, że pomimo tego i tak tu codziennie zaglądacie... widzę to w statystykach i jestem ogromnie wdzięczna. Podczytuję często inne blogi parentingowe i wpadam w kompleksy... Nie potrafię zupełnie podczas tak pięknej pogody, którą mamy za oknem zorganizować sobie chwili na to żeby usiąść i wstukać coś na bloga... A inne mamy potrafią dodawać nawet kilka wpisów dziennie... Co u nas? Przechodzę na dietę cud... (Będę jadła wszystko, w dużych ilościach i... cudem będzie jeśli schudnę). "Od jutra"... Bo jak to mówię:
"W gruncie rzeczy jestem bardzo szczupła, tylko skrzętnie ukrywam to pod zbędnymi kilogramami"...
wtorek, 20 maja 2014
Majówka w Zakopanem
| ulica Krzeptówki |
piątek, 16 maja 2014
List do Helenki...
Helenko!
Jesteś
naszym prawdziwym Skarbem - najpiękniejszym, najmądrzejszym i
najdroższym. Dopiero przy Tobie nasze życie nabrało prawdziwego sensu.
Jesteś taka malutka, a potrafiłaś nauczyć nas tak wiele - patrzeć na
świat optymistycznie, nie wybiegając zbyt daleko w przyszłość. Kiedyś tu i teraz
dla nas nie istniało. To ty nauczyłaś nas cieszyć się najdrobniejszymi
szczegółami, które otaczały nas przez całe życie, a dotąd były dla nas
niedostrzegalne. Dzięki tym umiejętnościom każdego dnia czujemy, że
jesteśmy naprawdę szczęśliwi - bez stawiania sobie celów, po których
zdobyciu stawialiśmy sobie kolejne i kolejne, nie czując się nigdy
spełnionymi. To przy Tobie uczymy się dostrzegać to co dotąd było dla
nas niedostrzeżone, osiągać to co dotąd było nieosiągnięte, śmiać się z
tego co nas śmieszy i płakać kiedy czujemy się smutni. To ty uczysz nas,
że nie należy bać się okazywania uczuć, emocji i bycia szczęśliwym...
Twoje uśmiechnięte oczy i usta są najpiękniejszym widokiem ze
wszystkich, które było nam dane zobaczyć... Bardzo Cię kochamy i...
dziękujemy Ci, że jesteś!
Rodzice...
poniedziałek, 24 marca 2014
Cztery mamy...
W ostatnim tygodniu
pogoda nas rozpieszczała, wiosna przywitała się gorącym słońcem i bezchmurnym
niebem. Codziennie wychodziłyśmy na spacery, wystawiałyśmy buzie do słoneczka i
ładowałyśmy nasze endorfinowe akumulatorki. Spacery były tym bardziej
przyjemne, że spędzone w gronie moich trzech przyjaciółek z dzieciństwa. To
niesamowite, mieszkałyśmy na tym samym osiedlu, codziennie bawiłyśmy się, dorastałyśmy,
dzieliłyśmy się swoimi radościami, rozterkami, pierwszymi miłościami, uczuciami,
a teraz wszystkie mamy dzieci w tym samym wieku. Nasz kontakt urwał się na
wiele lat, a jednak w tym samym czasie zapragnęłyśmy zostać mamami.
poniedziałek, 17 marca 2014
Kąpiel dziecka - nie taki diabeł straszny...
Dziś słów kilka o kąpielach Helenki, zarówno tej pierwszej jak i teraźniejszych. Helenka od urodzenia była niestandardowym stworzeniem, robiła wszystko na opak. Jeśli w książkach było napisane, że dzieci uwielbiają kąpiele, to mogliśmy być pewni, że Helenkę ciężko będzie do nich przekonać. Tak też oczywiście było. Choć to pewnie nasza wina, bo nie przewidzieliśmy, że musimy się do nich zabrać po prostu -niestandardowo. W poradnikach możemy znaleźć mnóstwo rad jak właściwie ułożyć dziecko do snu. Większość sprowadza się do tego, że trzeba dać szansę dziecku na wyciszenie się, ciepłą kąpiel, jedzonko, siusiu, paciorek i spać. Helenka owszem wyciszała się, ale tylko po to żeby nabrać sił do walki z rodzicami podczas kąpieli i do krzyku tak głośnego, że dziwię się do dzisiaj, że sąsiedzi nie wezwali policji na pomoc naszemu dziecku. Trochę trwało zanim doszliśmy dlaczego tak jest. Zdążyliśmy już tak znienawidzić te kąpiele, że sama myśl o nich wywoływała u nas zdenerwowanie. Musieliśmy znaleźć powód tego płaczu i zmienić nasz rytuał. Okazało się, że Helenka podczas kąpieli płacze, bo jest głodna. Wystarczyła zmiana kolejności - jedzenie, wyciszenie się podczas pół godzinnej przerwy, kąpiel i sen - żeby nasza córeczka je pokochała.
piątek, 14 marca 2014
Spojrzenie na rodzicielstwo.
Chcę Wam dziś opowiedzieć dwie historie, niby podobne, a jednak zupełnie różne. Zasłyszane podczas wczorajszego spaceru po parku.
Kiedy Helenka zmrużyła oczka do snu, usiadłam na mojej ulubionej ławce, w pobliżu miejsca, w którym w okresie wiosenno - letnio - jesiennym znajduje się fontanna. Ławka ta jest moją ulubioną, bo jako jedna z niewielu przez cały dzień jest dobrze oświetlona przez padające promienie słoneczne. Uwielbiam siedzieć na niej, słuchać szumu wody, śpiewu ptaków.Wystawiać buzię do słońca, by naładować moje hormonalne akumulatory. I tak było też wczorajszego dnia. Helenka zasnęła, a ja mogłam rozkoszować się błogim lenistwem, obserwując jednocześnie inne mamy i ich pociechy, bawiące się przy fontannie. Miejsce to jest również ulubionym przez dzieci, będąc jedną z niewielu atrakcji w parku. Dodam tylko, że w okresie zimowym fontanna jest wyłączana i ogrodzona barierką, a wewnątrz znajduje się oświetlenie imitujące spadające krople wody.
Kiedy Helenka zmrużyła oczka do snu, usiadłam na mojej ulubionej ławce, w pobliżu miejsca, w którym w okresie wiosenno - letnio - jesiennym znajduje się fontanna. Ławka ta jest moją ulubioną, bo jako jedna z niewielu przez cały dzień jest dobrze oświetlona przez padające promienie słoneczne. Uwielbiam siedzieć na niej, słuchać szumu wody, śpiewu ptaków.Wystawiać buzię do słońca, by naładować moje hormonalne akumulatory. I tak było też wczorajszego dnia. Helenka zasnęła, a ja mogłam rozkoszować się błogim lenistwem, obserwując jednocześnie inne mamy i ich pociechy, bawiące się przy fontannie. Miejsce to jest również ulubionym przez dzieci, będąc jedną z niewielu atrakcji w parku. Dodam tylko, że w okresie zimowym fontanna jest wyłączana i ogrodzona barierką, a wewnątrz znajduje się oświetlenie imitujące spadające krople wody.
środa, 12 marca 2014
Dlaczego blog parentingowy?
Od dosyć dawna noszę się z napisaniem tego posta - dlaczego blog parentingowy?. Nie chodzi mi w nim o tłumaczenie się przed Wami, dlaczego zdecydowałam się właśnie na tę kategorię jako wiodącą - parenting. Zależy mi na wytłumaczeniu tego samej sobie. A, że rozprawiam się z tym tutaj, hmmm, może Was to zdziwi, a może nie?
środa, 26 lutego 2014
Share week 2014
Share week, to autorski pomysł Andrzeja Tucholskiego z bloga Jest kultura. Zabawa polega na polecaniu sobie nawzajem blogów. W ten sposób pokazujemy naszym Czytelnikom kogo cenimy lub kim się inspirujemy, a przy okazji otwieramy się na nowe blogi/vlogi, także te małe, dopiero raczkujące jak mój ;)
![]() |
| źródło www.libstock.com |
Będę dla Was dosyć przewidywalna i pierwsze miejsca zajmą blogi parentingowe.
wtorek, 25 lutego 2014
Omnipotencja.
Piszę dziś zainspirowana wpisem na pewnym blogu parentingowym Nishka. Wpis ten ukazał się 6 dni temu i wywołał we mnie mnóstwo sprzecznych myśli, uczuć, nastrojów - do tego stopnia, że nie przestaję o nim myśleć. Chciałabym Was zapytać o radę więc liczę na odzew z Waszej strony.
środa, 19 lutego 2014
Helenka na basenie.
Jeszcze zaledwie kilka lat temu, pomysł zabrania niemowlęcia na basen, spotykał się z bardzo negatywną opinią społeczeństwa. Dlaczego? Przecież przez dziewięć miesięcy ciąży, woda była dla niego naturalnym środowiskiem. Dzieci uwielbiają pluskanie, ponadto do około 6-8 miesiąca życia utrzymuje się u dziecka naturalny odruch - wyniesiony z ciąży - nie otwierania ust kiedy zanurzy się go pod wodą. Potem odruch ten zanika i dziecko zaczyna się bać wody, dlatego sądzę, że warto wcześniej zaznajomić pociechę z basenem. Poza tym wodne igraszki doskonale wzmacniają mięśnie i rozwijają koordynację psychoruchową, wspomagają odporność dziecka i wzmacniają więź między rodzicem i dzieckiem.
Helenka pierwszy kontakt z basenem miała po ukończeniu 4 miesiąca życia. Nie uczęszczaliśmy na żadne wodne zajęcia, ponieważ rekrutacja dla takich maluszków w naszej miejscowości ma być prowadzona dopiero na wiosnę. Szkoda, ale co się odwlecze, to nie uciecze. Staramy się korzystać z pływalni kilka razy w miesiącu, chociaż przez nasze choroby już dawno nas tam nie było. Jeśli chodzi o reakcję ludzi na nasze wodne szaleństwo, to wzbudzamy spore zainteresowanie, ale nie spotkaliśmy się z żadną negatywną opinią. Z resztą czy to ważne widząc radość Helenki? Na zdjęciach nasza pierwsza wizyta na basenie.
niedziela, 9 lutego 2014
Sen - czy to powód do płaczu?
Po zaledwie kilku dniach macierzyństwa dotarło do mnie, że już NIGDY nie wyśpię się porządnie. A śpioch ze mnie ogromny. No, może kiedyś, jak Helenka pójdzie na studia, usamodzielni się lub założy rodzinę. Choć perspektywa spędzenia tylu lat w notorycznym niedospaniu nie brzmi zachęcająco. Tym bardziej, że znając siebie, muszącą trzymać nad wszystkim kontrolę, pieczę, władzę, wtrącającą ciągle swoje trzy grosze - wtedy dopiero zaczną się dla mnie bezsenne noce. Bo przecież nie będę miała swojego "maleństwa" na oku. Nie będę wiedziała czy jest w mieszkaniu czy na imprezie, czy jest trzeźwa, świadoma niebezpieczeństw jakie czekają na młode, piękne dziewczyny. Wreszcie czy towarzystwo, w którym się obraca jest towarzystwem, które ja bym dla niej wybrała (ja oczywiście czułabym się w takim towarzystwie źle, bo byliby to sami kujoni i nudziarze;))? Hmmm czasem się zastanawiam czy nie jestem zbyt opiekuńcza?
piątek, 31 stycznia 2014
Kawa bez ciastka, to jak nauczyciel bez ucznia # 3
Dzisiaj pora na kolejny wpis z piątkowego cyklu "Kawa bez ciastka, to jak nauczyciel bez ucznia". Szczerze powiedziawszy kończą mi się powoli pomysły na ciasta - wiecie, że w pieczeniu jestem beztalenciem - więc jeśli jesteście zainteresowani tym cyklem proszę o pozostawienie komentarza, żebym wiedziała, że nie piekę tylko dla siebie i że poświęcenie mojej i tak nagannej figury nie idzie na marne ;) Zachęcam też do postawienia mi wyzwania podając przepis na ciasto, którego jeszcze nigdy nie piekłam... :)
Przepis na Sernik z kruszonką na kruchym spodzie wygrzebałam dawno temu w sieci. Niestety nie jestem w stanie przytoczyć źródła jego pochodzenia. Z pewnością nie jest plagiatem, gdyż wprowadziłam w nim kilka udoskonaleń ;). Jest to ciasto podwójnie przeze mnie ulubione, po pierwsze to mój ukochany sernik, a po drugie z ubóstwianą przeze mnie kruszonką, którą uwielbiam obskubywać. Też tak macie? Przepis wielokrotnie sprawdzony - mogę szczerze polecić, choć mam nadzieję, że nie muszę Was już dłużej namawiać?
czwartek, 30 stycznia 2014
Helenka i Tina
Relacje Helenki z Tiną - naszym czternastoletnim psiakiem - nie należą do łatwych. Tinę mieliście okazję zobaczyć w poście - klik. Oczywiście Helenka jest w Tinie zakochana i jestem pewna, że gdyby do tej pory nie udało jej się powiedzieć mama, to jej pierwszym słowem byłoby Tina. Heleni uwielbia ją głaskać, wołać na sofę, pełzać za nią i krzyczeć "ejjjj". Niestety miłość Helenki nie jest odwzajemniona, albo Tina potrafi dobrze kamuflować uczucia. Jej stosunek do Helenki mogłabym nazwać obojętnością. Choć na początku wykazywała się ogromną opiekuńczością asystując nam przy każdym karmieniu, zmianie pieluszek. Jeśli Helenka zapłakała Tina zawsze biegła do nas poddenerwowana szukając pomocy, co z resztą zostało jej do dzisiaj, choć teraz tylko nas woła i idzie spać - już nie asystuje.
Obawialiśmy się, że posiadanie psa może zwiększyć ryzyko wystąpienia alergii u Helenki. Ale jeszcze przed porodem znalazłam informacje, o naukowcach z Henry Ford Hospital w Detroit, którzy na podstawie przeprowadzonych testów stwierdzili, że kontakt ze zwierzętami domowymi w pierwszych latach życia nie zwiększa ryzyka alergii, a może ją nawet w znacznym stopniu zniwelować. Poza tym kontakt dziecka ze zwierzęciem uczy je odpowiedzialności, wrażliwości, szacunku do zwierząt, a także wyzwala mnóstwo pozytywnych emocji.
wtorek, 28 stycznia 2014
Chorowitek
Dopadła nas niedawno choroba. Co ciekawe chorowaliśmy całą trójką (zgodnie z zasadą - jeśli coś robić, to całą rodziną ;) ), ale każdemu z nas dolegało coś innego. Już powoli zdrowiejemy, ale nadal nie możemy cieszyć się cudowną aurą za oknem - ośnieżonym światem. Marzę, żeby móc wyjść z Helenką na sanki, żeby pokazać jej ten piękny biały, puszek, żeby mogła go dotknąć, sprawdzić jaki jest zimny, jak się topi na dłoni, jak można lepić z niego większe kule, aż wreszcie bałwany. Choć wiem, że Helenka nie wiele z tego zapamięta, cieszę się, że będę mogła wraz z nią, na nowo uczyć się radości z rzeczy niewielkich.
Usłyszałam ostatnio piękne słowa, które ogromnie mnie wzruszyły i dodały pewności siebie w roli mamy.
niedziela, 26 stycznia 2014
Kupony urodzinowe.
Opowiem Wam dzisiaj o moim prezencie urodzinowym dla męża. Chciałam żeby był niestandardowy, zaskakujący, a przede wszystkim taki, którego mąż szybko nie zapomni i który z pewnością sprawi mu wiele radości. Oprócz podarunku kupionego w sklepie postanowiłam zrobić coś płynącego z serca, samodzielnie.
Długo głowiłam się nad pomysłem, aż w końcu z pomocą przyszły moje psiapsióły z forum Majówkowego, na którym wspierałyśmy się przez 9 miesięcy ciąży. Dziewczyny są tak cudowne, że pomimo, że nasze maluszki są coraz większe, my nadal mamy ze sobą codzienny kontakt i konfrontujemy ze sobą każdy zakup dla naszych Skarbków, chwalimy się postępami naszych pociech, ale także, gdy jesteśmy w słabszej formie - otrzymujemy od siebie bezcenne wsparcie. Bo kto nas lepiej zrozumie jeśli nie druga kobieta i mama.
Dziewczyny poddały mi pomysł tzw. "Kuponów miłości", które ja przerobiłam na Kupony urodzinowe, uprawniające obdarowanego (mojego męża) do odebrania prezentu znajdującego się na kuponie w dowolnie wybranym przez niego momencie.
Oczywiście Internet okazał się kopalnią pomysłów, jeśli chodzi o treść kuponów oraz ich wygląd. Można znaleźć nawet gotowe szablony, a że czasu nie miałam wiele, bo jak to ja - prezent wykonuję w ostatniej chwili, z Helenką na kolanach - robiłam je na wzór znaleziony w Internecie. Jak dla mnie - perfekcjonistki, jeśli chodzi o prace ręczne - kupony pozostawiają wiele do życzenia, natomiast mąż jest nimi zachwycony. Widok jego rozmarzonej miny, kiedy czytał kolejne uprawnienia - bezcenny. Od razu zaczął planować i przekładać na wierzch karneciki, którymi był najbardziej zainteresowany :). Jestem pewna, że prezent był trafiony i nie boję się stwierdzić, że jeszcze nigdy z żadnego prezentu nie cieszył się tak bardzo...
piątek, 24 stycznia 2014
Kawa bez ciastka, to jak nauczyciel bez ucznia # 2
Dzisiaj rano doszła do mnie przesyłka od My dream home, w której była nagroda, którą wygrałam w rozdawajce. Ciasteczkowy zestaw - "Pan solnik i Pani pieprzniczka".
My dream home to blog, który prowadzi cudowna, z głową pełną pomysłów, utalentowana mama. Dziękuję ogromnie za nagrodę, która okazała się inspiracją dla moich dzisiejszych wypieków.
A zatem dziś przepis na kruche pierniczki, które są doskonałym uzupełnieniem kawy. Co więcej są tak genialne w swojej recepturze, że nie psują się, lecz stają się coraz smaczniejsze wraz z upływającym czasem.
Należy pamiętać jedynie, żeby zamknąć je w szczelnym pudełku, wtedy nie nawilgną i długo utrzymają swoją świeżość. Dzisiaj podczas pieczenia ciastek tatinek był w pracy, więc sfotografowany został tylko efekt końcowy.
Przepis:
- 750 g mąki
- 1 kostka masła
- 1,5 łyżeczki sody oczyszczonej
- 200 g cukru
- 200 g miodu
- 1 jajko
- 1 łyżka oleju
- 5 łyżek śmietany 18 %
- przyprawa korzenna (do piernika)
Wszystkie składniki szybko zagniatamy, aby ciasto nie zdążyło się ogrzać ciepłem naszych rąk. Wkładamy na około 30 min. do lodówki. Po schłodzeniu tniemy kolejno na mniejsze kawałki, cienko rozwałkowujemy i za pomocą foremek (gwiazdek, aniołków, serduszek, ciastków Shrekowych, itp.) wycinamy ozdobne kształty. Oczywiście możemy zangażować do tego dzieci ;). Helenka jest jeszcze za mała i nie chciała pomagać :/. Na blachę kładziemy papier do pieczenia i układamy ciasteczka. Pieczemy w 180 stopniach około 7-8 min. w zależności od grubości ciasteczek. Smacznego!!
A może Wy macie jakieś sprawdzone przepisy? Chętnie wypróbuję w kolejnych odsłonach piątkowego cyklu wypiekowego.
Ciesze się, że mogłam ugościć Cię w swoim
"Zatracającym się" świecie.
Będzie mi bardzo miło przeczytać kilka Twoich słów pozostawionych w komentarzu.
Będzie mi bardzo miło przeczytać kilka Twoich słów pozostawionych w komentarzu.
środa, 22 stycznia 2014
Przytulanie
Przytulanie jest kolejnym tematem, o który toczyłam spory z samą sobą, ze swoimi bliskimi, znajomymi, a przede wszystkim z życzliwymi sąsiadkami, co to się na wszystkim znają. Przez całą ciążę nasłuchałam się rad, co robić, jak sobie radzić z płaczącym noworodkiem, żeby (broń Boże!) nie brać go na ręce. Bo jak raz wezmę na ręce i pokażę dziecku jak jest mu dobrze przy mamie, słysząc jej bicie serca, czując jej zapach, który doskonale zna, słysząc jej oddech i kojący głos, to nigdy już dziecko z moich rąk nie zejdzie.
poniedziałek, 20 stycznia 2014
Sesja zdjęciowa naszego kochanego malutkiego noworodka...
Postanowiłam, że dziś pokażę Wam zdjęcia Helenki z okresu kiedy była jeszcze malutkim, słodkim noworodkiem. Helenka ma tu około 6 tygodni i walczy mocno z grawitacją, choć stara się, żeby na zdjęciach nie było tego widać ;) Głupim rodzicom zachciało się dokumentować jej plażowanie..., które widać, że ma we krwi - po mamie ;).
Dzisiejszy post to tak troszkę wbrew temu co dzieje się za oknem... Dla pogody ducha. Bo u nas pochmurno, ponuro, zimno, a śniegu brak. W dodatku troszkę chorujemy i musimy się wykurować, żeby wkrótce móc wyruszyć na sanki... o ile kiedyś pojawi się śnieg. Bo w gruncie rzeczy, piękna wiosna tej zimy...
Zostawiam Was ze zdjęciami, mam nadzieję, że zrobi Wam się cieplutko, widząc jak Helenka pięknie pręży się do słoneczka. Pozdrawiam!!!
Zostawiam Was ze zdjęciami, mam nadzieję, że zrobi Wam się cieplutko, widząc jak Helenka pięknie pręży się do słoneczka. Pozdrawiam!!!
Subskrybuj:
Posty (Atom)





