Po zaledwie kilku dniach macierzyństwa dotarło do mnie, że już NIGDY nie wyśpię się porządnie. A śpioch ze mnie ogromny. No, może kiedyś, jak Helenka pójdzie na studia, usamodzielni się lub założy rodzinę. Choć perspektywa spędzenia tylu lat w notorycznym niedospaniu nie brzmi zachęcająco. Tym bardziej, że znając siebie, muszącą trzymać nad wszystkim kontrolę, pieczę, władzę, wtrącającą ciągle swoje trzy grosze - wtedy dopiero zaczną się dla mnie bezsenne noce. Bo przecież nie będę miała swojego "maleństwa" na oku. Nie będę wiedziała czy jest w mieszkaniu czy na imprezie, czy jest trzeźwa, świadoma niebezpieczeństw jakie czekają na młode, piękne dziewczyny. Wreszcie czy towarzystwo, w którym się obraca jest towarzystwem, które ja bym dla niej wybrała (ja oczywiście czułabym się w takim towarzystwie źle, bo byliby to sami kujoni i nudziarze;))? Hmmm czasem się zastanawiam czy nie jestem zbyt opiekuńcza?
