Czytanie książek jest dla mnie bardzo ważnym elementem wychowania
mojej dziewięciomiesięcznej córeczki. Być może to moje zboczenie zawodowe, ale nie wyobrażam sobie domu, w którym się nie czyta, w którym nie ma książek... Książki są dla mnie przede wszystkim ćwiczeniem umysłu,
pozwalają dostrzegać więcej niż inni widzą, rozwijać wyobraźnię i wrażliwość. Czasem czuję, że umożliwiają zachować mi własną tożsamość, w świecie który odmawia nam
prawa do myślenia.
Polecane posty
sobota, 22 lutego 2014
środa, 19 lutego 2014
Helenka na basenie.
Jeszcze zaledwie kilka lat temu, pomysł zabrania niemowlęcia na basen, spotykał się z bardzo negatywną opinią społeczeństwa. Dlaczego? Przecież przez dziewięć miesięcy ciąży, woda była dla niego naturalnym środowiskiem. Dzieci uwielbiają pluskanie, ponadto do około 6-8 miesiąca życia utrzymuje się u dziecka naturalny odruch - wyniesiony z ciąży - nie otwierania ust kiedy zanurzy się go pod wodą. Potem odruch ten zanika i dziecko zaczyna się bać wody, dlatego sądzę, że warto wcześniej zaznajomić pociechę z basenem. Poza tym wodne igraszki doskonale wzmacniają mięśnie i rozwijają koordynację psychoruchową, wspomagają odporność dziecka i wzmacniają więź między rodzicem i dzieckiem.
Helenka pierwszy kontakt z basenem miała po ukończeniu 4 miesiąca życia. Nie uczęszczaliśmy na żadne wodne zajęcia, ponieważ rekrutacja dla takich maluszków w naszej miejscowości ma być prowadzona dopiero na wiosnę. Szkoda, ale co się odwlecze, to nie uciecze. Staramy się korzystać z pływalni kilka razy w miesiącu, chociaż przez nasze choroby już dawno nas tam nie było. Jeśli chodzi o reakcję ludzi na nasze wodne szaleństwo, to wzbudzamy spore zainteresowanie, ale nie spotkaliśmy się z żadną negatywną opinią. Z resztą czy to ważne widząc radość Helenki? Na zdjęciach nasza pierwsza wizyta na basenie.
wtorek, 18 lutego 2014
Nowości w szafie Helenki.
Czyli o tym jak Helenka stała się szafiarką ;)
Naszych zdjęć w dzisiejszym poście nie zobaczycie, bo nie jesteśmy aktualnie zbyt fotogeniczne będąc całe w kropki. Nasz Zatracający się świat, stał się Kropeczkowym światem, światem niezwykle, nieustannie swędzącym. Pomimo tego chciałabym Wam pokazać co udało nam się upolować podczas zakupów, kiedy jeszcze nie narzekałyśmy na chorobę. Boję się, że jeśli będę dłużej zwlekać, do czasu kiedy Helenka pozbędzie się ospy, czyli jeszcze co najmniej 2 tygodnie, to nowości w jej szafie będą już starociami ;). To niezwykłe jak dziecięca szafa szybko się dezaktualizuje. W związku z tym pokaże ubranka na wieszakach i nie mam tu na myśli przesadnie chudych modelek ;) Zdjęcia pozostawiają wiele do życzenia, jak to mój mąż określił - "Zdjęcia wyszły jak z taniej aukcji allegro". Ale jako, że to nasz pierwszy wpis modowy ;) mam nadzieję, że wybaczycie mi ich jakość.
Tunika - Monsoon
niedziela, 16 lutego 2014
Mój bzik i cottonove love.
Jakiś czas temu chwaliłam się Wam, że wygrałam w konkursie organizowanym przez Cottonove love i Mommy draws. Nagrodą w konkursie była girlanda w kolorach tęczy, którą samodzielnie skomponowała Dominika, autorka wyżej wspomnianego bloga. Zadaniem konkursowym było napisanie, który z kolorów Cotton balls najbardziej nam się podoba i dlaczego. Kolorów, było mnóstwo, ale Ci którzy mnie dobrze znają z pewnością wiedzą, że mam bzika na punkcie koloru fioletowego... co z resztą można zobaczyć we wnętrzu mojego mieszkania. Moja odpowiedź, była krótka:
Najpiękniejszym kolorem cotton balls jest magenta – jest to kolor, który
towarzyszy mi od dziecka i zawsze przynosi szczęście. W końcu to
ostatni z magicznych kolorów tęczy, której zobaczenie przynosi szczęście
i na której końcu można znaleźć skarb. Ja ten skarb mam już przy sobie - to moja rodzina, ale cudownie byłoby mieć cały
zestaw tęczowych ballsów, aby powodzenie nigdy nas nie opuszczało.
Etykiety:
aranżacja wnętrz,
codzienność,
cotton balls,
Cottonove love,
Helenka,
moje mieszkanie,
Ospa,
pokój dziecięcy,
wnętrzarstwo,
wystrój wnętrz,
zdjęcia niemowlaków
czwartek, 13 lutego 2014
Ja. Ty. Na zawsze My.
Nasza przygoda rozpoczęła się 18 lipca 2005 roku. Ja jako głupiutki jeszcze podlotek, nieśmiała szara myszka zakochałam się w Nim. On jako znający swoją wartość, pewny siebie mężczyzna zakochał się we mnie. Początkowo koniec wakacji miał być finałem naszej znajomości, ale żadne z nas nie potrafiło się rozstać. Już wtedy czuliśmy, że jesteśmy sobie przeznaczeni.
Widywaliśmy się codziennie, coraz bardziej przywiązując się do siebie i tworząc pierwsze harmonijne plany na przyszłość. Wspólne wycieczki, wypady w góry, wakacje - najpierw Kołobrzeg, poźniej Povljana, Simuni, Dedinki, Eger, Puck i Zakopane. Lata mijały, a my byliśmy wciąż nierozerwalnie razem. Przychodziły radości, które chętnie ze sobą dzieliliśmy, niestety też smutki, a my wciąż dla Ciebie wsparciem.
Subskrybuj:
Posty (Atom)



