Do problemu podchodzę niezwykle emocjonalnie i osobiście, ponieważ zostałam nim dotknięta na samym początku macierzyństwa i odcisnęło to na mnie ogromne piętno. Temat dotyczy matek, które z jakichś względów - czy to zdrowotnych, czy też osobistych - nie karmią dzieci piersią. Ja należę do tych matek - nie z wyboru lecz z konieczności - i chciałabym zabrać głos, ale zacznijmy od początku...
Zachodząc w ciążę czułam się najszczęśliwszą kobietą na świecie, noszącą pod swym sercem upragnione dziecko. Snułam idylliczne plany o bliskiej przyszłości, tuż po porodzie dziecka, przygotowywałam się do roli matki czytając wiele artykułów, książek, czasopism. Wszędzie podkreślano jak ważne jest karmienie piersią dziecka dla jego rozwoju, jaką więź nawiązuje z mamą, aż wreszcie jakie korzyści otrzymuje kobieta w okresie jej rekonwalescencji. W związku z czym marzyłam, ba! nawet byłam przekonana, że karmienie piersią to podstawa mojego macierzyństwa. W jednej z książek przeczytałam nawet, że "Aby być dobrą matką, trzeba karmić dziecko piersią". Przecież przyjmowanie pokarmu to podstawa ludzkiego przetrwania, a co dopiero mleka matki, wprost stworzonego dla małych ssaków.
